Owa noc była wystarczająco ciemna w nocy i jasna w dzień.Idąc brukowana schludna ścieżką ,choć przerośnięta w niektórych miejscach mchem, można było podziwiać majestatyczną krainę.
Drzewa było ogromne,a ich liście jakby ubarwione poświatą.Obok ścieżki z ziemi co jakiś czas wydostawał się pęd na wysokość nieco wyższą niż może osiągnąć elf.
Na jego szczycie znajdowała się kulka czystej energii-mówi się, że energii nie widać, jednak w Assaril była to norma.Skupienie enregii miało dawać światło-pełnić funkcje latarni.
Po minięciu 2 drzew o fioletowych liściach, szło się pod górę pomiędzy dwa wzgórza.Ścieżka nie była wysoka lecz dosyć kręta.Po wejściu na szczyt widzimy drewniane kolumny, które łączył je ogromny łuk na środku którego znajdowała się właśnie kulka takiej energii.
I znów kawałek w dół.Z początku można było zobaczyć dosyć normalną chatę.Na tyle normalna na ile normalna może być elfia budowla.Ale chwile później okazało się, że wyrasta ona z drzewa.Z ogromnego drzewa, które pełniło funkcje "centrum" Assaril. Z Elfiego Drzewa.
-Dobrze...Powiedział pod nosem Candal- podstarzały już trener druidów, który zachował jednak krzepę i siłę z młodości.
Komplement posłany był Larisie które kończyła, leczyć zaklęciem rannego królika.Larisa za to była Nocną Elfką,Lat 13, o zielonych włosach.Spływały jej spokojnie na ramiona, i owijały jej równie zielone oczy.Na prawym ramieniu za to widniało coś niesamowitego.Było to znamię, ale nie zwyczajne- smok owinięty wokół energii z otwarta paszczą..Choć na jej twarzyczce widniały jeszcze dziecięce zarysy, kiedy wykonywała zaklęcie, jej twarz nabierała takiej powagi, i skupienia jakie u 13 letniej dziewczyny ciężko się dopatrzeć.
-Dobrze?Ciesze się z początku zaklęcia, leczenie źle mi wychodziły.Lepiej szły mi czary, do walki.A to dziwne, bo bardziej wole pomagać niż...
-Więc może przestań mówić... Proszę-Powiedział zamykając oczy i marszcząc trochę nos Candal..Robisz zaskakujące postępy.Biegnij do Księżycowej studni, pobawimy się trochę z Eliksirami.
Larisa usłuchała go.Obok Studni stał Hernon, Mal i Tara.Rozprawiali coś o jakimś żabim Eliksirze-po temacie i ich minach widać, było iż są znużeni więc ucieszyli się na widok Larisy.
Tara była postawa podobna do koleżanki, choć włosy miała dłuższe i fioletowe, i brak jej było znamienia.Jej twarz było bardziej skupiona, a skóra miała delikatnie niebieski odcień.
Mal miał włosy długie, i zielone podobnie do Larisy.Choć i jemu brak było znamienia, zaś z głowy wyrastały małe jelenie rogi.Był to znak, że pochodzi z druidzkiej rodziny.
Hernon miał włosy fioletowe, ale tak ciemne, że prawie czarne.Zawsze związywał je w wysoki kucyk.
-Hej.-przywitała cała trójka Larisę.-Co tam znowu kombinujesz?Nie masz przerw od tych szkoleń?
-Oczywiście , mam ale wole się uczyć zaklęć i walki.Opanowanie druidzkiej mocy nie jest łatwe.Chciałam zostać paladynką jak podobno moja matka i ojciec, ale Candal szybko stwierdził, że mam duże powiązanie z naturą.
-Aha...A po co ci ta fiolka?
-Mam nabrać wody ze studni.Będziemy robić jakiś eliksir.
Larisa szybko, nabrała wody i popędziła z powrotem, machając przez ramie na pożegnanie.Buteleczka z wodą dawała poświatę podobną do energii opisanej wyżej.
-Lariso.Czy wiesz ile lat mają wojowniczki kiedy mianuje je pełnymi wojowniczkami i wypuszczam na wojne?-mówiąc to uśmiechał się serdecznie.
-Tak.Szesnaście przynajmniej.Kiedy czynią małe postępy osiemnaście.
-Czynisz wielkie postępy-powiedział od razu i z naciskiem.Tak wielkie jakich przyznam jeszcze nie widziałem.
Candal wziął od Larisy fiolkę coś w niej zamieszał, coś pomruczał.
-Wypij.-Larisa wykonała polecenie.Stała się rzecz niezwykła.Zamiast Elfki stała przed Candalem ogromna niedźwiedzica.
Larisa próbowała mówić, lecz wydawał się z niej groźny ryk.Po chwili jednak odzyskała swoją postać.
-Niesamowite...-wymruczał starzec.
-Byłam niedźwiedziem.Super nie?
-Nie.Od tej pory zmienisz się w niego kiedy zechcesz.Chciałem zobaczyć jak szybko dojdziesz jak wrócić do swojej postaci.
Larisa zamknęła oczy, i znów z kłębu dymu wyłoniła się bestia.
-Lariso.Wstań proszę to nie żarty...Jesteś pełną wojowniczką.-drugą część zdania wypowiedział z uśmiechem matki dumnej ze swojego dziecka, lecz trochę zaniepokojonej jak poradzi sobie w życiu.
Larisa stanęła jak wryta.Była pewna, że przed nią jeszcze wiele lat pracy.A tu ona?13 letnia dziewczynka?Już?Czemu?To dobrze czy źle?
W jej głowie było mnóstwo myśli.
-Ja?Alle..-Larisa niezmiernie się jąkała.
-Tak.Twoje powiązanie z natura jest bardzo silne.Ona po prostu chce ci pomagać.Nie mam po co cie tu dłużej trzymać.-Candal mówił spokojnie
-Ale jak ja....Co ja mam teraz zrobić?
-Jest wiele miejsc gdzie możesz zacząć swoją przygode.Nie oddam cię od razu na krwawą bitwę, ale idziesz na wojnę.Nauczysz się jeszcze setek zaklęć, a przed tobą pierwsza walka.Ale tego gdzie będziesz się szkolić powie ci twój bart Brannon i Michall.Pamiętasz go prawda?
-Ale jak...Znaczy nie widziałam mojego brata i Michalla od....-
Larisa obróciła się.Widziała to o czy marzyła od 5 lat.Ujrzała swojego brata uśmiechającego się do niej, z serdecznym przyjacielem u boku.
Rzuciła się mu na szyje.Jego długie niebieskie włosy, kontrastowały ze świecącymi białymi oczami.
Brannon nic nie mówił.Nie musiał.
-Witaj Lariso-przywitał się za to Michall.Miał włosy krótsze lecz nie całkiem krótkie-sięgały mu bowiem nieco nad ramiona- i białe jak śnieg, i małą brudkę,a oczy bursztynowe.
-Ciesze się....-urwała.Spojrzała na Elfie Drzewo.Spędziła tu całe życie.Na jego szczycie znajdował się pokój Candala, w którym nie raz się szkoliła.Na dole była zielarnia, a w podziemiach sala łotrzyków.
Pobiegła do niego, w środku rzuciła się na Tare, Mala i...Hernona
-Cóż ci?
-Ah.Jestem..wojowniczką.Pełną wojowniczką ruszam na wojne!
-Jak to?-powiedział cichy do tej pory Hernon.
Nic nie odpowiedziała.Cała czwórka zamarła w przytuleniu.
Larisa stanęła przed nimi.Patrzyła na nich.Patrzyła jak na rodzinę.
-A jeśli się już nie zobaczymy-rzekła półgłosem nie odwracając się do swojego trenera.
-Ależ się zobaczycie.-powiedział wzruszony.-Ich też niedługo wypuszczam.Będziecie walczyć u jednego boku.
Larisa,popatrzyła na nich ze łzami w oczach i odeszła machając do przyjaciół i trenera pomiędzy Michallem a Brannonem
Brannon jak Larisa był Druidem za to Michall czarodziejem.Stanął w ze skrzyżowanymi nogami, zamkną oczył i pomruczał coś niewyraźnego....Alissaj, ma ralsi a ra.
Przed nimi stanął portal.
-Zamknij oczy Lariso.Za pierwszym razem można doznać szoku.-powiedział do niej brat trzymając jej ręke i wchodząc do środka.
Candal patrzył na nich w zadumie.Kiedy portal się zamknął po jego policzku pociekła zimna łza
-Jejku.Aaaa.Ale tu jasno-larisa stękała po przejściu, zasłaniając oczy
-Jesteśmy w lesie Elim, w wiosce Gold.U ludzi, ja stąd pochodzę-tłumaczył Michall.
-Tak teraz jest dzień i jest jasno.W nocy będzie tak jak w Assaril.-doda Brannon.
Larisa się rozejrzała.Z jednej strony była miejscówka z niebieskim dachem a z drugiej kuźnia.
Na rozwidleniu scieżek stał stragan na kołach który miał służyć do przemiszczania go, choć kupiec miał tu wystarczająco dobry interesTylne koło zaczął nawet obrastać bluszcz.
-Proszę-powiedział brat Larisy wręczając jej 50 złotych monet-narazie ci starczy, wydawaj tylko na transport, jedzenie i zbroje.Później wyczaisz jak zarabiać, i będziesz ich miała znacznie więcej.
-Dziękuje..
-My zaraz ruszamy na bitwe, a ty wejdz do tego baru.Zamieszkasz tam-mówiac te słowa razem z człowiekiem ruszyli do kolejnego portalu.
-Ale się zobaczymy?Nie zginiesz na niej prawda?-rzekła Larisa marszcząc ze zmartwienia czoło.
Khazar zaśmiał się przyjaźnie podszedł do siostry i przyklęknął przy niej.
-Przeżyłem już tyle bitew, że nawet o tym nie myślę.Ale nic nie obiecuje-to drugie zdanie powiedział szybko, jakby chcąc rozdrażnić swoją rozmówczynie.Machając do niej wszedł do portalu.
Larisa stała sama, bała się trochę.Zamiast znanych jej kul energii z ziemi wydostawały się zwykłe przytulne lampy.Drzewa były zielone, a w powietrzu wyraźnie brakowało magio-energii.
Weszła do środka, od razu poczuła się lepiej.Stały tam krzesła, było paru ludzi.Grała biesiadna muzyka w kominku strzelało drewno.Dwa niskie schodki- gdyby iść prosto po nich wejść można byłoby do kuchni a z kuchni do piwnicy.
Patrzą c na prawo leżała niedźwiedzia skóra, i stal stolik ze świecą.Blat za blatem 2 ludzi.
-Elfka?Co tu robisz-pytał się jeden.
-J-Ja tu zamieszkać chciałam
-Taka młoda?Jesteś wojowniczką?
-Tak, proszę-na dowód pokazała buteleczke po miksturze
-Hmm....No dobrze.Proszę, pewnie nie wiesz czemu służy?-dał jej biały kamień, z niebieskim znakiem.
-Możesz go użyc raz na 24 godziny, przeniesie cię tutaj, do naszej miejscówki "Pod niedźwiedziem"-idź na górę tam są pokoje-powiedział właściciel baru wskazując brodą schody.
Larisa minęła beczki wina, i zeszła z podestu.Skręciła trochę w lewo i schodami szła na górę.W pierwszym pokoju na przeciwko, było jedno łóżko szafa, i grzebiący w niej człowiek-trener magów.
W drugim pokoju stało wielkie łoże, był dywan szafa, i stolik.Tam dwie dziewczyny śmiejące się, i opowiadając coś niezrozumiałego. Weszła jednak do trzeciego.Składał się z dwóch pomieszczeń.W pierwszym były trzy biblioteczki, na środku dywan a na nim stolik z płonącymi świecami.
Na ścianie wisiał obraz z zamglonymi górami.
Po między dwiema biblioteczkami z prawej strony stał stolik i krzesło.
W drugim pomieszczeniu stały dwie szafy, po między nimi dwie półki.
Na przeciwko wejścia stały dwa łóżka, a przed łóżkami po jednym kufrze.
Pomiędzy nimi stał znów stolik ze świecami.
Za nimi było duże okno.
-Hej-przywitała się Larisa ze stojącą w środku ludzką dziewczyną
Była od Larisy jakieś 2-3 lata starsza, choć niższa-jak to człowiek od elfa.
Miała włosy czekoladowe, spięte w kucyka, a oczy czarna jak węgiel.
-Witam.Nazywam się Keryn.Keryn Sylvius.
-Larisa Meyn-Podały sobie ręce
-Chcesz się wprowadzić?Super!Nie wiem czemu nikt tu nie mieszkał.Wejdź tam rozpakuj się.
Larisa usłuchała, i schowała rzeczy do szafy, a na stoliku ustawiła niebieskiego misia.
-Zejdźmy na dół na gorącą czekoladę, poznamy się lepiej-zaproponowała Keryn.
Chwile później dziewczyny śmiały się i rozmawiały jakby znały się od urodzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz